|
||||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||
|
Historii ciąg dalszy ... Szukając potwierdzenia tych informacji dotarłem do mieszkańca Czempiniapana Jana Polowczyka, z nadzieją, że to ktoś z rodziny - niestety ... Pan Jan Polowczyk sprowadził się do Czempinia w roku 1950, ze Zbrudzewa koło Śremu. Urodził się w 1920 r., trzyma się dziarsko (może dlatego, że jest zapalonym pszczelarzem i całe życie spędził w ich otoczeniu). Również próbuje rozwikłać zagadkę Jana Polowczyka z 1881 r., choć łączy go z tamtą historią tylko nazwisko. Od znajomego Ryszarda Jakubiaka, który już nie żyje, usłyszał trochę inną wersję. Według niej Jan Polowczyk mieszkał w Ogieniowie i tego dnia wracał pieszo z pociągu (ze stacji w Czempiniu lub Iłówcu). Miejscowy borowy (o którym mówiono, że jest masonem) zastrzelił go i wyciął mu wątrobę, żeby ją zjeść. W tej historii brak jednak dalszego ciągu ... Ustaliliśmy z panem Janem, że spróbujemy wspierać się w poszukiwaniu informacji, tym bardziej, że pan Jan jako długoletni społecznik i prezes Związku Pszczelarzy ma sporo kontaktów w miejscowym środowisku. Jest też inna wersja wydarzenia, którą przekazuje p. Szczepaniak z Iłówca Wielkiego. Jan Polowczyk był na zakupach w Czempiniu z narzeczoną z Sulejewa. Kupili dla Jana buty "oficerki" - do ślubu. Jan odprowadził narzeczoną do Iłówca Wielkiego, potem każdy poszedł w swoją stronę; ona do Sulejewa, on wracał do Czempinia. Jan napotkał leśniczego, któremu spodobały się nowe buty chłopca. Aby mu je odebrać zastrzelił go, a zwłoki zakopał. Dziewczyna ponoć słyszała wystrzały, ale nie podejrzewała, że strzelano do jej narzeczonego. Po kilku dniach zawiadomiła ówczesne władze o zaginięciu Jana Polowczyka. Podczas poszukiwań natrafiono na świeżo rozkopaną ziemię, a w niej zwłoki chłopca. Pierwotnie na miejscu krzyża stała figura św. Wawrzyńca, postawiona przez rodzinę zamordowanego Jana (uległa zniszczeniu w czasie wojny). |
|||||||||||||||||||||||||||||
|
||||||||||||||||||||||||||||||